Adopcje u Asmatów cz. 2

Proces adopcji z żalu nie jest długi ani skomplikowany. Jest to uroczystość, na którą przychodzą wszyscy członkowie danego klanu, więc czasami bywa tłoczno. Po tym, jak obie strony są zgodne co do adopcji – w opisywanym przez nas przypadku zgodzić musiał się przewodnik, a wyszukała go żona wodza -następuje proces bliższego zapoznawania się. Trwa on w zależności od potrzeby od kilku dni do kilku tygodni. Następnie przygotowywana jest uroczystość. Wtedy osoba adoptowana musi przejść pod nogami adopcyjnej matki, lub kilku matek, gdyż u Asmatów również panuje wielożeństwo. Symbolizuje to poród. Następnie musi przez jakiś czas ssać pierś każdej z nich, jak robi to noworodek. Wtedy też proces adopcji uznanaje się za zakończony i adoptowany staje się pełnoprawnym członkiem rodziny, o którą musi troszczyć się jak o swoją. Wtedy też jest dopuszczany do wszystkich uroczystości i tajemnic klanu.

Kiedyś istniał  jeszcze drugi rodzaj adopcji. Adopcja z zemsty. Dla Asmatów była to forma zemsty doskonałej.  Otóż, jak już wspominaliśmy, Asmaci są bardzo mściwym i żądnym krwi narodem. Wojny toczyli stale i to z błahych, dla nas, powodów.  Podczas walk z wrogiej wioski wykradano małego chłopca, którego zabierano do siebie. W swojej wiosce troszczyli się o chłopca jak o swoje własne dziecko; ubierali je, myli, karmili i wychowywali zgodnie z zasadami jakie u nich panowały. Kiedy taki chłopiec podrósł trochę zabijali go i z jadali. Jest to proces dla nas niewyobrażalny, dla nich zemsta idealna.

Jak takie dziecko się czuło, bo napewno wiedziało co je czeka, co myślało, czy się bało..na te pytania nie udało nam się uzyskać odpowiedzi. Asmaci nie są zbyt rozmowni jak chodzi o kanibalizm, a lepiej ich nie naciskać.

Adopcja z zemsty jest już przeszłością, jednak adopcja z żalu jeszcze czasami ma miejsce. Są to dwa procesy typowe tylko dla Asmatów i nie są spotykane nigdzie indziej na świecie, w żadnym innym plemieniu. My mieliśmy okazję poznać adopcyjną matkę i adoptowanego syna w niewielkiej asmackiej wiosce Omanesep, daleko, bardzo daleko stąd, na peryferiach samej Papui Zachodniej, pośród bagien, moczarów i dżungli, pośród krokodyli różańcowych i drzew namorzynowych. Tam gdzie horyzont łączy się z Ziemią.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s